Ladies & Gentlemen! Przedstawiam Państwu moją najmłodszą córkę.
Jej imię to:
WINIARSKA
Ladies & Gentlemen! Przedstawiam Państwu moją najmłodszą córkę.
Jej imię to:
Trzecia się śmieje i chyba ma powód, bo od dziś ma już imię! Własnie wróciłem z USC i mam ze sobą świeżutki akt urodzenia. Do samego końca ważyły sie losy imienia naszej najmłodszej latorośli. Tym, którym wydaje się że już wiedzą, muszę powiedzieć, że mają nieaktualne wiadomości. Ponieważ w USC byłem sam, postanowiłem że dobrze sie składa, by podjąć męską decyzję. Imię mojej córki to... Ojej... - płacze... muszę biec ją przebrać. Jak skończę to powiem (napiszę).
Wiele wskazuje na to, że jesteśmy blisko kompromisu, związanego z wyborem dla Trzeciej imienia. Właściwie to jakoś bardzo się nie kłócimy (wcale się nie kłócimy), ale nie do końca jeszcze jesteśmy zdecydowani. Mamy dwa typy i pewnie niebawem będzie już można iść do USC. Jutro podjadę do szpitala odebrać wypis i wówczas będę mógł zarejestrować urodzenie naszej trzeciej córeczki (co jak wiadomo wiąże się z koniecznoscią zgłoszenia imienia).
Dziś po raz pierwszy kąpałem małą. Jest baaaaaaaaaaardzo malutka i wszystko trzeba robić bardzo delikatnie. Byłem trochę stremowany i zdenerwowany. Mam nadzieję, że siermiężność ustąpi niebawem miejsca rutynie i kąpiel będzie odbywała się sprawniej. Dobrze, że jest lato - Trzecia przynajmniej nie marznie w trakcie zabiegów kosmetycznych.
Dziś odwiedzili na dziadkowie z Piotrkowa i Pani (Ciocia) Jadzia. Było nam bardzo miło. Dziękujemy.
Aaaaaaaaa - i jeszcze jedna ważna informacja. Trzecia została dziś zbadana przez Panią Profesor. Od strony kardiologicznej jest wszystko ok. (jakoś nam się lżej zrobiło na sercu - również serdecznie dziękujemy).
Nadszedł ten szczególny dzień. Dziś Trzecia "przekroczyła" próg rodzinnego domu!!!
Nastąpiło to dość późno, bo około 17, ale niestety wcześniej się nie wyrobiłem z tym wszystkim, co zaplanowałem wykonać w domu przed przyjazdem dziewczyn.
Mam już za sobą pierwsze dwa przewijania Małej. Kurcze - trochę muszę sobie przypominać, jak to jest z takim maleństwem, bo Zosia, której zdarza nam się jeszcze na noc zakładać pampersa nie wymaga już takiej delikatnosci w działaniu. Dziś jak zobaczyłem tę maleńką pupinkę i te tyci, tyci stópki, to prawie oniemiałem i uświadomiłem sobie, że teraz nie wystarczy powiedzieć "pupsko w górę", tylko samemu trzeba tę pupinkę delikatnie unieść i wsunąć pieluszkę tak, żeby nie zrobić dziecku krzywdy. Ehhhh - jak to człowiek zapomina takie cudowne chwile. Przewijanie to oczywiście nie jedyna czynnosć, którą musimy sobie przypomnieć. Przecież są jeszcze zasady dotyczące temperatur, sposobów ubierania, karmienia, pielęgnacji pępka ect., etc... Może damy radę.
Dziś mieliśmy pierwszych, miłych gości. Odwiedzili nas dziadek Olek, ciocia Ania i wujek Jarek. Dziękujemy za cały czas spływające gratulecje i życzenia (również te, które umieszczane są na naszej klasie). Wszystkie sprawiają nam olbrzymią radość.
Za niespełna 3 godziny Trzecia wejdzie w 3. dobę swojego ziemskiego bytowania. Ktoś, kto czyta te słowa, może pomyśleć, ze to chore odliczać tak kolejne dni życia dziecka. Może i tak, ale na mnie i na Marysi ciąży piętno 3. doby życia Zosi. Własnie w 3. dobie po narodzinach naszej 2. córki zaczęło zamykać się naczynie Botala i nasza nieskrępowana dotąd radość z narodzin dziecka została poważnie zachwiana i poddana ciężkiej próbie. Gdy przed godziną rozmwiałem z Marysią, powiedziała mi, że zaczynają ją łapać "schizy". Cóż - Trzecia została w 20. tygodniu ciąży dość gruntowanie przebadana i USG nie wykazało żadnych wad serca. Miejmy więc nadzieję, że tym razem nie spotka nas nic przykrego...
Mama i Maleńka czują się dobrze. Opuchlizana na twarzy Trzeciej zaczyna powolutku schodzić. Nadal ma okrągłą buzię, ale pewnie również dlatego, że bez opamiętania zajada się mlekiem z piersi Marysi. Personel szpitalny pochwalił dziś moją żonę, że dobrze karmi, bo Mała od urodzenia nie straciła nic na wadze.
Cudownie jest móc przyglądac się takiej małej istocie. Trzecia - gdy nie śpi - robi czasami takie fajne miny i grymasy, że można byłoby się w nią cały czas wpatrywać. Te grymasy to pewnie też stąd, że nie jest jej na tym świecie póki co zbyt wygodnie. W życiu płodowym ograniczało ją jedynie łono Marysi, a teraz leży opatulona szczelnie pieluchami, które uniemożliwiają jej wykonanie jakiegokolwiek ruchu rękami i nogami. Nie wiem po co to szczelne opatulanie niemowląt - może po to, żeby dziecku było ciepło, ale wyobrażam sobie jakie to musi być niewygodne i denerwujące.
Jutro zapadnie decyzja w sprawie ewentualnego wypisu. Może się okazać, że moje księżniczki już jutro przyjadą do domu. Z tego powodu większość dzisiejszego dnia spędziłem na sprzątaniu mieszkania. Jutro rano muszę kontynuować. Chciałbym, żeby Trzecia i jej mama odczuły, że ich przyjazd do domu jest prawdziwym świętem.
Nasze dzieci mają to prawdziwe szczęście, że od dnia narodzin towarzyszy im życzliwość bardzo wielu osób. Dziękujemy za dziesiątki sms-ów i telefonów, jakie otrzymaliśmy po narodzinach naszej córeczki. Bardzo wiele osób śledzi bloga, który w tych dniach stał sie blogiem nie tyle Zosi, co Trzeciej. Nazwy oczywiście nie będę zmieniał, bo blog nadal jest Zosi, a w tych dniach został tylko "wypożyczony" - hehe.
Jeśli chodzi o Martę i Zosię, to cały czas są w Murzasichlu razem z babcią Anią. Tęsknią za domem, ale są dzielne. Dziś, gdy Zosia rozmawiała z Marysią przez telefon, to - gdy już sobie trochę pogadały - Zosia zapytała, czy jestem w pobliżu. Gdy Marysia powiedziała jej, że mnie nie ma, bo jestem w pracy, to w następnej kolejności zapytała o Jaśka i o dziadka Olka. Gdy okazało się, że ich również nie ma w pobliżu, to Zosia zażyczyła sobie rozmowy z panią Doktor. Proszę - jak dziecko bardzo chciało sobie z kimś pogadać. Z braku laku gotowa była rozmawiać nawet z Panią Doktor, chociaż skądinąd wiadomo, że przed lekarzami czuje duży respekt i trochę się ich nawet boi.
Tyle na dziś - jestem zmordowany. Wrzucam oczywiście kilka dzisiejszych (czyli wczorajszych - bo jest już po północy) zdjęć. Wszystkie są do siebie podobne, ale jestem tak zakochany w tej mojej małej iskierce, że mógłbym stać nad nią z aparatem i tylko cykać, cykać, cykać...
Dobranoc.
Trochę mi głupio, że nasza trzecia córka nie ma jeszcze imienia - w najbliższym czasie zdecydujemy. Nie ogłaszam plebiscytu, ale ewentualne propozycje możecie zgłaszać - oczywiście pod warunkiem, że nikt nie obrazi się, gdy jego propozycja nie zostanie wybrana. Wybór imienia to zadanie rodziców i w przyszłości są jedynymi, do których zgłasza się ewentualne żale... Heh...
Oto nasze maleństwo!!!
Mała jest cichutkim, spokojnym dzieciątkiem. Prawie cały czas śpi. Gdy nie śpi, to je. I tak na okrągło. Nie trzeba być bardzo spostrzegawczym, żeby zobaczyć, że jest jeszcze nieco opuchnięta. Ale to zdaje się nic dziwnego. Każdy, kto tyle czasu przebywa w "środowisku wodnym", potrzebuje trochę czasu, by dojść do siebie. Personel medyczny nie zgłasza żadnych problemów i oby tak było już do wypisu. Marysia również czuje się dobrze. Właściwie to można powiedzieć, że po żadnym z dotychczasowych trzech porodów nie było tak dobrze. Nie było nacinania i rozerwania. Ci co trzeba wiedzą o co chodzi. Teraz dwie moje dziewczyny wypoczywają w szpitalnej sali, a dwie podobno tęsknią jak jasny gwint. Marta i Zośka najchętniej przerwałyby wypoczynek w górach i przyjechały do Łodzi. Tłumaczyłem im, że z takim małym dzieciątkiem to żadna zabawa, ale co tam - nie słuchają mnie (trochę im się nie dziwię).
Obiecałem zdjęcia. Zapraszam więc do galerii po prawej stronie. Poniżej również za moment pojawi się "trochę" zdjęć z pobytu Marty i Zosi u Pani Wandy w Sztutowie. W najbliższym czasie obiecuję "aktywność". Aaaaaaa - dziś kupiłem wózek - jaki dobry ze mnie tatuś (od znajomych - nie w sklepie - wszak dziś niedziela).
Dziś, w niedzielę 9 sierpnia 2009 roku, o godzinie 2:45 przyszła na świat nasza maleńka córeczka!!! Mama i córka czują się dobrze, choć maleństwo - jako urodzone na początku 38. tygodnia - wylądowało w inkubatorze. Właśnie czekam na telefon od Marysi. Ma do mnie zadzwonić, gdy tylko przyniosą do niej Małą.
Wszystko zaczęło się w sobotę tuż przed 20, gdy razem z tatą i Jankiem przebywaliśmy na działce. Prosto z działki pojechaliśmy do szpitala i tam - w związku z tym, że zaczęły odchodzić wody płodowe - Marysia została przyjęta na oddział. Innych objawów zbliżającego się porodu wówczas nie było. Ponieważ nic nie zapowiadało szybkiego rozwiązania ja udałem się do domu i pozostawałem w stałym kontakcie z Marysią. Krótkie rozmowy i sms-y wskazywały, że zaczęły pojawiać się skurcze. Początkowo występowały w dość dużych odstępach, ale później czas między nimi zaczął się skracać. Koło północy położyłem się spać i koło 1.30 obudził mnie telefon od Marysi, że mogę już przyjechać do szpitala. Głos Marysi był spokojny i jakoś bardzo się nawet nie śpieszyłem - wydawało mi się, ze to jeszcze trochę potrwa. Kilkanaście minut po godzinie 2 byłem w szpitalu i w chwili, gdy pojawiłem się na oddziale zaczęła się akcja porodowa. Tradycyjnie już trwała dość krótko, bo zaledwie kilkanaście minut. O 2.45 nasze maleństwo pojawiło się na świecie. URODZIŁA NAM SIE PIĘKNA, WAŻĄCA 3 KILOGRAMY I MIERZĄCA 51 CM CÓRKA!!! Ogromnie się cieszymy i dzielimy się z Wami swoją radością.
Podobnie jak w przypadku narodzin Zosi, pierwszą osobą, do której zadzwoniliśmy była nasza pierworodna, czyli Marta. Powiedziała: Tato, ja się nie cieszę, ja się ogromnie cieszę!!! Dziękujemy wszystkim, którzy o nas życzliwie myślą i wspierają nas swoją modlitwą.
Poniżej załączam krótki materiał filmowy z naszą "3.". Jutro obiecuję więcej zdjęć.
Już w najbliższych dniach nowe, dla wielu zaskakujące, posty. Jeśli chcesz być o nich powiadamiany wybierz odpowiednią opcję w prawej kolumnie na stronie. Obiecuję sporo zdjęć i bieżące relacje z tego, co będzie się działo... (oj, będzie się działo)
Zosia i Marta są teraz (od niedzieli) z babcią w Murzasichlu. Jutro będą kibicowały kolarzom, którzy na trasie Tour de Pologne będą przez Murzasichle przejeżdżali aż 5 razy!
Przed wyjazdem byliśmy natomiast na bardzo miłej uroczystości chrztu małego Jacusia u Państwa Profesorów Jadwigi i Jacka Mollów. Poniżej zdjęcie bohatera uroczystości...
...i zdjęcie Zosi z Tymi, którzy uratowali jej serduszko i życie (ehhhh - łza się w oku kręci...).
Zapraszam też do obejrzenia filmu z Martą na quadzie w roli głównej (to motoryzacyjna inicjacja mojej córki!).

40 lat temu wszystko się zaczęło... No, może nie wszystko, ale bardzo wiele. Wtedy, 15 czerwca 1969 r. moi Rodzice wypowiedzieli sobie sakramentalne "TAK" - słowo, które zapoczątkowało istnienie naszej rodziny. Bardzo kochali się wtedy i bardzo kochają się teraz. Czterdzieści lat, to szmat czasu, a dla moich rodziców był to czas wypełniony wzajemną miłością, miłością do dzieci, do wnucząt i do Boga... Myślę, że już wtedy - 40 lat temu - swoją rodzinę zawierzyli Opatrzności. Pewnie dzięki temu zawierzeniu, często mimo wielu przeciwności, podołali olbrzymiemu wyzwaniu, jakim było, ba - jest - wychowanie dwóch córek i trzech synów. Przeciwności było wiele. Trudne lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Poszukiwanie pracy, konieczność dojazdów i przeprowadzki. Dzieci też nie oszczędzały trosk, a ja szczególnie w tej dziedzinie brylowałem. Trudno jest mi opanować łzy wzruszenia, gdy dziś, przez mgłę dość odległych czasów wspominam dni mojej choroby i Mamę, biegającą na każde moje wołanie z góry na dół i z dołu na górę (mieszkanie - apteka - mieszkanie) oraz Tatę, który towarzysząc mi w podróży karetką do Polikliniki w Poznaniu, czytał mi "Papugę Pana Profesora"... Jak wtedy musieli cierpieć i jacy byli w tym dzielni, jak wiele było w nich pokory i jak wiele zawierzenia... Mamo, Tato - kocham Was, dziękuję Wam za życie...



W ostatnich 3 tygodniach byliśmy gośćmi na 3 uroczystościach I Komunii Świętej. Marcie, Wojtkowi i Frankowi oraz ich rodzicom dziękujemy za zaproszenie, a poniżej odwdzięczamy się tym, co zarejestrował obiektyw naszego aparatu:
![]() |
| 2009.05.24 - Komunia Marty |
u Marty,
![]() |
| 2009.05.10 - Komunia Franka |
u Franka,
![]() |
| 2009.05.17 - Komunia Wojtka |
i u Wojtka.
Zapraszam do odwiedzin najnowszej galerii, w której znajdziecie troszkę zdjeć z dwukrotnie przekładanej imprezy urodzinowej Marty i Zosi. Było baaaaaaaardzo sympatycznie. Wszystkim gościom dziękujemy za przybycie. Galeria tradycyjnie po prawej stronie. Zapraszam
Lia, 12-letnia (!) dziewczynka z Kanady, której 5-minutowe nagranie w serwisie Youtube zobaczyło już ponad 200 tysięcy internautów (dziś, tj. 1 marca, myślę że już ponad milion) uratowała pierwsze życie.
Kilka dni temu, pisaliśmy o fenomenie Lii, która wbrew opinii nauczycieli (wychowawczyni w czasie prezentacji ostentacyjnie opuściła salę) i nastrojom panującym w szkole, zdecydowała się na przygotowania prezentacji, w której przywołała argumenty przeciw zabijaniu. Lia odrobiła swoje zadanie (zyskując aplauz wśród tych, którzy jej wysłuchali).
Okazuje się, że jej wystąpienie stanowi żywą inspirację dla młodych matek. Po wysłuchaniu przemówienia dziewczynki, jedna z młodych kobiet zrezygnowała z aborcji, na którą była zdecydowana.
Źródło: Lifesitenews.com
Tym kolejnym maluchem jest czteroletni Kacper. Jego rodzice dwoją się i troją, aby pomóc swojemu dziecku. Każdy, kto odwiedza tę strone również może pomóc. Zapraszam na strone Kacpra - znajdziecie na niej poruszającą historię. Możecie stać się jej częścią. http://pomozkacperkowi.pl/
P.S. Zosia jest aktualnie w Murzasichlu i łobuzuje. Najnowsze fotki po powrocie (Uwaga! Już dodane. Patrz pasek po prawej stronie, na górze).