Za niespełna 3 godziny Trzecia wejdzie w 3. dobę swojego ziemskiego bytowania. Ktoś, kto czyta te słowa, może pomyśleć, ze to chore odliczać tak kolejne dni życia dziecka. Może i tak, ale na mnie i na Marysi ciąży piętno 3. doby życia Zosi. Własnie w 3. dobie po narodzinach naszej 2. córki zaczęło zamykać się naczynie Botala i nasza nieskrępowana dotąd radość z narodzin dziecka została poważnie zachwiana i poddana ciężkiej próbie. Gdy przed godziną rozmwiałem z Marysią, powiedziała mi, że zaczynają ją łapać "schizy". Cóż - Trzecia została w 20. tygodniu ciąży dość gruntowanie przebadana i USG nie wykazało żadnych wad serca. Miejmy więc nadzieję, że tym razem nie spotka nas nic przykrego...
Mama i Maleńka czują się dobrze. Opuchlizana na twarzy Trzeciej zaczyna powolutku schodzić. Nadal ma okrągłą buzię, ale pewnie również dlatego, że bez opamiętania zajada się mlekiem z piersi Marysi. Personel szpitalny pochwalił dziś moją żonę, że dobrze karmi, bo Mała od urodzenia nie straciła nic na wadze.
Cudownie jest móc przyglądac się takiej małej istocie. Trzecia - gdy nie śpi - robi czasami takie fajne miny i grymasy, że można byłoby się w nią cały czas wpatrywać. Te grymasy to pewnie też stąd, że nie jest jej na tym świecie póki co zbyt wygodnie. W życiu płodowym ograniczało ją jedynie łono Marysi, a teraz leży opatulona szczelnie pieluchami, które uniemożliwiają jej wykonanie jakiegokolwiek ruchu rękami i nogami. Nie wiem po co to szczelne opatulanie niemowląt - może po to, żeby dziecku było ciepło, ale wyobrażam sobie jakie to musi być niewygodne i denerwujące.
Jutro zapadnie decyzja w sprawie ewentualnego wypisu. Może się okazać, że moje księżniczki już jutro przyjadą do domu. Z tego powodu większość dzisiejszego dnia spędziłem na sprzątaniu mieszkania. Jutro rano muszę kontynuować. Chciałbym, żeby Trzecia i jej mama odczuły, że ich przyjazd do domu jest prawdziwym świętem.
Nasze dzieci mają to prawdziwe szczęście, że od dnia narodzin towarzyszy im życzliwość bardzo wielu osób. Dziękujemy za dziesiątki sms-ów i telefonów, jakie otrzymaliśmy po narodzinach naszej córeczki. Bardzo wiele osób śledzi bloga, który w tych dniach stał sie blogiem nie tyle Zosi, co Trzeciej. Nazwy oczywiście nie będę zmieniał, bo blog nadal jest Zosi, a w tych dniach został tylko "wypożyczony" - hehe.
Jeśli chodzi o Martę i Zosię, to cały czas są w Murzasichlu razem z babcią Anią. Tęsknią za domem, ale są dzielne. Dziś, gdy Zosia rozmawiała z Marysią przez telefon, to - gdy już sobie trochę pogadały - Zosia zapytała, czy jestem w pobliżu. Gdy Marysia powiedziała jej, że mnie nie ma, bo jestem w pracy, to w następnej kolejności zapytała o Jaśka i o dziadka Olka. Gdy okazało się, że ich również nie ma w pobliżu, to Zosia zażyczyła sobie rozmowy z panią Doktor. Proszę - jak dziecko bardzo chciało sobie z kimś pogadać. Z braku laku gotowa była rozmawiać nawet z Panią Doktor, chociaż skądinąd wiadomo, że przed lekarzami czuje duży respekt i trochę się ich nawet boi.
Tyle na dziś - jestem zmordowany. Wrzucam oczywiście kilka dzisiejszych (czyli wczorajszych - bo jest już po północy) zdjęć. Wszystkie są do siebie podobne, ale jestem tak zakochany w tej mojej małej iskierce, że mógłbym stać nad nią z aparatem i tylko cykać, cykać, cykać...
Dobranoc.
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Kończy sie druga doba...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz