piątek, 6 kwietnia 2007

Via crucis...



Dziś przeżywamy dzień szczególny. Wielki Piątek. W tym roku ma on dla nas nowy wymiar, bo jest to dzień nie jednej – jak dotąd bywało – ale wielu krzyżowych dróg. Droga Krzyżowa Chrystusa, droga krzyżowa Zosi i wiele, wiele krzyżowych dróg tych wszystkich, którzy swoje codzienne cierpienie ofiarują w intencji naszego dziecka. W krzyżujących się dziś wielu krzyżowych drogach objawia się wyjątkowa, szczególna, często dziś nierozumiana, zapominana, albo z premedytacją odrzucana wartość cierpienia…


Wiemy, że Zosia cierpi. Nie do końca jesteśmy w stanie wyobrazić sobie w jaki sposób przeżywa swoje rany. Nie płacze, nie marudzi i niektórzy mówią, że nie odczuwa bólu. Ja i Marysia wiemy jednak, że jest inaczej. Zosia bardzo przeżywa swoje cierpienie. Dziś cały dzień była w pełni kontaktowa. Patrzyła na nas z ogromnym skupieniem, śledziła każdy nasz ruch i widać było, że nasza obecność sprawiała jej radość. Ale mimo, że potrafi się już pięknie uśmiechać, nie dostrzegliśmy dziś na jej twarzy ani jednego, wyraźnego, promiennego uśmiechu. Wiele razy jej twarz była bardzo pogoda, ale jednocześnie skupiona. Zdumiewa nas ta przedziwna dojrzałość dwumiesięcznego dziecka. Nawet prowadzący ją lekarz zdumiony był tym jej spojrzeniem, mówił, że podczas przedpołudniowego obchodu wyraźnie czuł na sobie jej skupiony wzrok.



Dziś nie było już śladu po wczorajszym kryzysie. Wyniki wszystkich badań, jakie wykonane zostały po wczorajszym incydencie, nie dały powodów do żadnego niepokoju. Wszystko jest w normie. Jaka była przyczyna załamania? Nie wiadomo – może Zosia „przytkała się” wydzieliną, która spływa jej po podrażnionej przez intubację krtani. Do końca jednak nie wiadomo.



Dziękujemy wszystkim, którzy pamiętają o nas, wspierają nas swoją modlitwą, życzliwą myślą, również telefonami i sms-ami.


Brak komentarzy: