czwartek, 5 kwietnia 2007

Pierwsza noc na kardiochirurgii




Jest już prawie północ. Przed momentem ostatni już raz dzisiaj zadzwoniłem na oddział kardiochirurgii, gdzie leży nasza mała Zosieńka. Po dzisiejszym kryzysie nie ma już śladu. Jaka była przyczyna zatrzymania oddechu? Tego niestety nie wiadomo. Wiadomo, że wstrzymanie oddechu nie poczyniło spustoszenia w organizmie Zosi. Zaraz po tym, jak kryzys minął, zrobiono małej USG przezciemiączkowe i nie wykazało ono żadnych zmian.



Późnym popołudniem Zosia się obudziła. Widać, że cierpi. Nie tylko doskwiera jej bój w klatce piersiowej (po raz kolejny miała przecież rozcinany mostek), ale również w krtani, która – przynajmniej tak słychać – mocno podrażniona jest po intubacji. Po okołopołudniowych ekscesach Zosia miała dość niską temperaturę – poniżej 36 stopni. Wieczorem odzyskała normalną temperaturę i gdy wychodziliśmy ze szpitala miała już 36,5. Ku zadowoleniu troskliwych pielęgniarek, zrobiła też konkretne siusiu. Wszystko wskazuje na to, ze teraz jest OK. Teraz kładziemy się spać, żeby jutro – wcześniej niż dziś – zacząć nasz rodzicielski dyżur przy łóżku naszego cierpiącego maleństwa.




Brak komentarzy: