wtorek, 3 kwietnia 2007

Noc




Rozpoczyna się pierwsza noc po operacji. Niestety nie możemy być teraz przy naszym dziecku. Cały czas mamy w pamięci uśmiechniętą buzię Zosi. Dziś rano obudziła się w niezłym humorze i z całą pewnością nie zdawała sobie sprawy z tego, jaki poważny zabieg ją czeka. Można powiedzieć nawet, że rano Zosia była wyjątkowo spokojna, bo z równowagi nie wyprowadził jej nawet głód, będący konsekwencją „przedoperacyjnego postu” (nie jadła nic od godziny 2 w nocy).
Najświeższe wiadomości są takie, że stan Zosi jest zgodny z planem. Nie następują żadne nagłe zmiany (i dobrze, bo – powtarzam się pewnie – gdyby były nagłe, to musiałyby być zmianami na gorsze, a tego przecież nikt chyba nie chce). Zosia leży na pop-ie, czyli pododdziale opieki pooperacyjnej. Na klatce piersiowej ma przyklejony bardzo duży opatrunek, a spod opatrunku wychodzą dwa, długie, przeźroczyste dreny. Jest bardzo blada i cały czas otumaniona narkozą, którą zaaplikowano jej przed operacją. Gdy byliśmy u niej około godziny 19 otworzyła na chwilę oczy, ale wzrok miała utkwiony w jeden punkt na suficie i nie reagowała na zmieniający się „krajobraz”. Jeśli chodzi o leki, to - podobnie jak po pierwszej operacji – podawane są jej dopomina, corotron (czy jakoś tak) oraz osłonowo amoxiclav (pisownię sam sobie wymyśliłem). Jeśli z posiewu nic nie wyrośnie, to antybiotyk pozostanie już taki, jaki jest obecnie.


Zabieg, który Profesor Moll przeprowadził dzisiaj, polegał na wszyciu łaty w dziurę, jaką Zosia miała w sercu, w przegrodzie międzykomorowej. Dziura była duża i zasklepienie jej było konieczne, gdyż powodowała podwyższone ciśnienie w płucach Zosi. Gdyby wada nie została na czas skorygowana, mogłaby się utrwalić i zamienić życie naszego dzieciątka w piekło (nasze też).
O godzinie 22 telefonowałem na pop-a i dowiedziałem się, ze Zosia zaczyna „wrzucać” swoje oddechy między te, które wymuszane są przez maszynę (Zosia jest oczywiście zaintubowana). Jest nadzieja, że rano będzie już oddychała samodzielnie.
Nie popadamy w euforię. Zabieg się udał, ale przed Zosią jeszcze długa droga. Mamy maleńką nadzieję, że to ostatni tak poważny zabieg w życiu Zosi (oby). Cieszymy się, że na każdym kroku spotykamy się z ogromną życzliwością i że w tych trudnych chwilach możemy liczyć na pamięć i modlitwę naszych przyjaciół i znajomych.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Jesteśmy z Wami całym serce. Modlimy się i trzymamy kciuki z całej siły. Będzie wszystko dobrze, wierzymy w to. Ściskamy Was mocno. Ania G i Monika U