Byliśmy we wtorek w szpitalu. Po raz pierwszy nie na oddziale a w przyszpitalnej przychodni. Wizyta była krótka. Pani Profesor obejrzała Zosię, wypytała nas o kilka spraw zwianych z codzienną pielęgnacją Zosi i jej zachowaniem.
Z Zosią jest problem. Cały czas daje o sobie znać przeciek między komorami jej serca. Jest na tyle wredny, że go nie widać. Nie udało się również do niego dostać w czasie operacji. Mała ma podwyższone ciśnienie w płucach. Również kiepsko je i bardzo wolno przybiera na wadze. Dostała nowy lek – Captopril – z którym wiążemy pewne nadzieje. Może coś ruszy, może Zosia zacznie rosnąć. Jak nie, to być może znowu będziemy musieli drżeć o nasze dzieciątko i martwić się o wyniki kolejnej operacji. Oby udało się jej uniknąć, bo taka operacja, to bardzo niebezpieczny zabieg…
Trzy moje kobietki niemal całymi dniami są same. Czasami rodzi to jakieś nerwowe sytuacje. Marysia jest zmęczona nocami, ciągłym czuwaniem przy Zosi, a Marta szybko się wysypia i w ciągu dnia jest bardzo aktywna – buzia jej się nie zamyka i cały czas przychodzą jej do głowy nowe pomysły na zabawę. Pewną odskocznią są spacery i dlatego martwimy się nieco prognozami pogody, która w końcu tygodnia ma się pogorszyć.
W poniedziałek znowu czeka nas wizyta w szpitalu. Kolejna kontrola. Strasznie trudne są dla nas te chwile, gdy uświadamiamy sobie, jak wielkiego cierpienia doświadczyła Zosia, ale otuchy dodaje nam fakt, że otacza nas ogromna liczba życzliwych i chcących nieść pomoc ludzi. Dziękujemy.
Z Zosią jest problem. Cały czas daje o sobie znać przeciek między komorami jej serca. Jest na tyle wredny, że go nie widać. Nie udało się również do niego dostać w czasie operacji. Mała ma podwyższone ciśnienie w płucach. Również kiepsko je i bardzo wolno przybiera na wadze. Dostała nowy lek – Captopril – z którym wiążemy pewne nadzieje. Może coś ruszy, może Zosia zacznie rosnąć. Jak nie, to być może znowu będziemy musieli drżeć o nasze dzieciątko i martwić się o wyniki kolejnej operacji. Oby udało się jej uniknąć, bo taka operacja, to bardzo niebezpieczny zabieg…
Trzy moje kobietki niemal całymi dniami są same. Czasami rodzi to jakieś nerwowe sytuacje. Marysia jest zmęczona nocami, ciągłym czuwaniem przy Zosi, a Marta szybko się wysypia i w ciągu dnia jest bardzo aktywna – buzia jej się nie zamyka i cały czas przychodzą jej do głowy nowe pomysły na zabawę. Pewną odskocznią są spacery i dlatego martwimy się nieco prognozami pogody, która w końcu tygodnia ma się pogorszyć.
W poniedziałek znowu czeka nas wizyta w szpitalu. Kolejna kontrola. Strasznie trudne są dla nas te chwile, gdy uświadamiamy sobie, jak wielkiego cierpienia doświadczyła Zosia, ale otuchy dodaje nam fakt, że otacza nas ogromna liczba życzliwych i chcących nieść pomoc ludzi. Dziękujemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz