wtorek, 13 lutego 2007

"Niesamowitości" cz. II

22 stycznia, tj. w dniu, w którym Zosia zatrzymana została w szpitalu z podejrzeniem zapalenia płuc, zapadła jeszcze jedna, ważna decyzja. Ponieważ szpital im. Kopernika nie dysponował sprzętem do reanimacji noworodków (respiratorem), a w przypadku zapalenia płuc u noworodka może zaistnieć potrzeba intubacji, postanowiono przewieźć Zosię do innego szpitala. W ICZMP na oddziale neonatologii zarządzona była kwarantanna (rodzic jakiegoś dziecka wniósł na oddział mykoplazmę). Pozostawał więc szpital Madurowicza, do którego zresztą nasze maleństwo ostatecznie zostało przewiezione. Wieczorem wraz z Marysią pojechaliśmy do szpitala, by pobyć przy naszym maleństwie i porozmawiać z lekarzami na temat kondycji, w jakiej znajduje się nasze dziecko. Byliśmy oboje w strasznym stanie. Prawie cały czas łzy cisnęły nam się do oczu. Rozpaczaliśmy, bo zdawaliśmy sobie sprawę, ze zapalenie płuc u kilkudniowego malucha może być bardzo groźne. Gdy dotarliśmy na oddział, Zosia leżała już sobie w inkubatorze. Dla nas był to widok straszny. Wieczór 22 stycznia spodziewaliśmy się spędzić z naszym dzieciątkiem w domu; marzyliśmy, by po raz pierwszy je wykąpać i bez pomocy personelu medycznego ułożyć do snu. Zamiast tego musieliśmy patrzeć na inkubator, w którym nasz długo wyczekiwane maleństwo leżało, zmagając się – jak nam (i nie tylko nam) się wówczas wydawało – z zapaleniem płuc. W czasie rozmowy z lekarzem, kierownikiem oddziału na który przewieziono Zosię, dowiedzieliśmy się, że zapalenie płuc u noworodków standardowo leczone jest ok. 4 dni, a w cięższych, ale rzadszych przypadkach do 10 dni. Ta rozmowa trochę nas uspokoiła. Ze szpitala wyjeżdżaliśmy smutni, ale pełni nadziei i przekonani, że Zosia upora się ze swoją chorobą w owe 4 dni, i że w piątek zostanie ostatecznie wypisana do domu.

Rankiem 23 stycznia ponownie udaliśmy się do szpitala Madurowicza. Lekarza, z którym rozmawialiśmy poprzedniego dnia już nie było, a na oddziale dyżurowała pani doktor, która poinformowała nas, że u Zosi, obok objawów, które towarzyszą zwykle zapaleniom płuc, dostrzeżono również kłopoty z krążeniem (organizm Zosi szybko się wychładzał). Dowiedzieliśmy się również, że Zosia zostanie być może przewieziona na konsultację kardiologiczną do szpitala na ul. Sporną. Wówczas nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy z tego, co tak naprawdę dolega naszemu dziecku i jak przerażające informacje zostaną nam przekazane jeszcze tego samego dnia około południa…

Dziś wiemy, jak ważne dla życia naszego maleństwa były kolejne decyzje, podejmowane przez lekarzy w dniach 22 i 23 stycznia. Do tej pory nie opisałem jeszcze wszystkich tych decyzji, ale gdyby zabrakło którejkolwiek z tych już opisanych, Zosi najprawdopodobniej by już z nami nie było…

***

Mała sporo zjadła i smacznie śpi sobie w swoim łóżeczku. Z blizny po drenie nic już się nie sączy. Z wolna przygotowujemy się do pierwszej kontroli, na którą do ICZMP wybieramy się w najbliższy czwartek.

Brak komentarzy: