Wczesnym rankiem zerwaliśmy się z łóżek i pospieszyliśmy do szpitala, żeby zobaczyć się z naszym maleństwem po raz pierwszy od operacji. Jak już wczoraj pisałem, Zosia przebywa na POP-ie, czyli Pododdziale opieki pooperacyjnej. Przed wejściem do sali, w której leży nasze dziecko obawialiśmy się nieco widoku, jaki ukaże się naszym oczom. Spodziewaliśmy się, że Zosieńka będzie wyglądała bardzo źle. No i nasze dziecko po raz kolejny nas zaskoczyło. Nawet leżąc na oddziale intensywnej terapii, kilkanaście godzin po operacji na otwartym sercu, Zosia wyglądała – mimo oczywiście zmęczonej i nieco opuchniętej buzi - ślicznie. Jeśli chodzi o „ślady” operacji, to na środku klatki piersiowej Zosia ma duży opatrunek, spod którego wychodzą dwa przeźroczyste dreny, odprowadzające krew z okolic serca (bądź z miejsc, w których nie powinno jej być – tak do końca nie wiem, skąd te dreny odprowadzają krew). Jest ponadto zaintubowana. Oddycha za nią maszyna, choć – jak twierdzą lekarze – mała próbuje do oddechów maszynowych dorzucać już swoje „małe oddeszki”.
Gdy po godzinie 12 rozmawiałem z moją „Dobrą Duszą” w szpitalu, dowiedziałem się, że maleństwo jest w coraz lepszej formie. Wybudza się i zaczyna reagować na bodźce zewnętrzne. Lekarze planują w najbliższym czasie usamodzielniać ją w funkcjach życiowych.
Nie popadamy oczywiście w euforię, gdyż po operacji potrafią dziać się różne rzeczy, ale w głębi naszych serc tli się maleńki płomyk radości i trochę większa nadzieja na to, że wszystko skończy się dobrze. Prosimy o pamięć o nas wszystkich, a przede wszystkim o Zosi, gdyż teraz niemal wszystko zależy od niej – od tego jaka jest silna.
Około 20 znowu będziemy w szpitalu wiec późnym wieczorem może coś jeszcze napiszę.
Gdy po godzinie 12 rozmawiałem z moją „Dobrą Duszą” w szpitalu, dowiedziałem się, że maleństwo jest w coraz lepszej formie. Wybudza się i zaczyna reagować na bodźce zewnętrzne. Lekarze planują w najbliższym czasie usamodzielniać ją w funkcjach życiowych.
Nie popadamy oczywiście w euforię, gdyż po operacji potrafią dziać się różne rzeczy, ale w głębi naszych serc tli się maleńki płomyk radości i trochę większa nadzieja na to, że wszystko skończy się dobrze. Prosimy o pamięć o nas wszystkich, a przede wszystkim o Zosi, gdyż teraz niemal wszystko zależy od niej – od tego jaka jest silna.
Około 20 znowu będziemy w szpitalu wiec późnym wieczorem może coś jeszcze napiszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz