czwartek, 1 lutego 2007

Po operacji...

Tego postu nie wypada mi rozpocząć inaczej, jak słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Około godziny 14.15 z bloku operacyjnego wyszedł Pan Profesor Moll i poinformował nas, że właśnie zakończył operować Zosieńkę. W wielkim skrócie można powiedzieć, ze sama operacja udała się, tzn. że wszystkie założenia przedoperacyjne udało się Profesorowi zrealizować.

Po pierwsze więc udało się naprawić aortę. Mimo dużej, ponad 2 centymetrowej przerwy, Profesorowi udało się tak naciągnąć naczynia Zosi tak, że nie zaistniała potrzeba wszywania żadnych sztucznych „implantów” (pisze oczywiście po swojemu, bo nie znam fachowej terminologii). Jest to o bardzo ważne, bo taki „implant”, gdyby został wszyty w miejsce, gdzie przerwana była aorta, w przyszłości z tą aortą by nie rósł.

Po drugie - udało się również podczas zabiegu pozszywać zbyt duże przerwy między komorami i przedsionkami serca Zosi.

Gdy wychodziliśmy ze szpitala Mała była w rękach anestezjologów. Teraz przez jakiś czas przebywać będzie na POP-ie, czyli Pododdziale opieki pooperacyjnej. Postanowiliśmy z Marysią nie „pchać” się do małej za wszelką cenę już teraz, gdyż wolimy jej nie zawlec jakiejś infekcji, czy czegoś podobnego.

Przed momentem rozmawiałem z naszą „Dobrą Duszą” w CZMP, która potwierdziła obecność Zosi na POP-ie. Mała śpi, jest zaintubowana, dostaje mnóstwo leków. Pójdziemy do niej jutro ok. godziny 7 rano.

Teraz najważniejsze jest to, by Maleńka był silna i by jak najszybciej i bez komplikacji wracała do stanu, w jakim – poza oczywiście kwestiami „sercowymi” – była przed operacją.

Nie jest możliwe, byśmy w tym miejscu podziękowali za modlitwę wszystkim, którzy włączyli się w tę – dziś już mogę to powiedzieć bez żadnej przesady – krucjatę modlitw w intencji naszego dziecka. Modlitwa za Zosię płynęła ku Bogu z każdego zakątka Polski i z zagranicy. Modlili się księża, siostry zakonne, nasze rodziny, przyjaciele, znajomi, nawet zupełnie przygodni ludzie, poruszeni losem maleńkiej dziewczynki, której chore serduszko poruszyło serca olbrzymiej rzeszy ludzi. Niech każdy, kto czyta te słowa potraktuje te podziękowania bardzo osobiście.

Zosia jeszcze długo zostanie w szpitalu. Od operacji minęły dopiero może 2 godziny. To tak niewiele i dlatego tak wiele może się jeszcze wydarzyć. Mamy jednak nadzieję, że nie będzie działo się już nic złego i że nasza córeczka będzie już teraz tylko zdrowiała. Gorąco prosimy o dalszą modlitwę. Ta dotychczasowa została wysłuchana – nasze dziecko po raz drugi otrzymało życie...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Kochani! bardzo sie cieszę, że wszystko poszło tak jak powinno! Teraz będzie już tylko lepiej! Tak jak mówiłem, Zosia jest silna po rodzicach:) więc sobie poradziła!!!
Serdeczne pozdrowienia i życzenia szczęścia dla świetnej rodzinki Winiarskich z Zosią na czele:)
Bartek