środa, 7 lutego 2007

"Echo", "wypis"



Dziś w rozmowach z lekarzami po raz pierwszy zaczęło pojawiać się słowo „wypis”. Oznacza to, że stan zdrowia Zosi stale się poprawia. Do owego wypisu zostało pewnie jeszcze trochę czasu, ale sam fakt, ze już się o nim mówi utwierdza nas w nadziei, że walka o życie naszego maleństwa zakończy się powodzeniem.



Dziś nasze dziecko przestało być odżywiane kroplówką. Teraz przed nami stoi trudne zadanie nauczenia jej od nowa jedzenia pokarmu mamy. Pokarm jest i teraz jeszcze mała dostaje go butelką. Ale być może jutro, albo pojutrze Marysia spróbuje znowu karmić Zosieńkę piersią. Oby się udało. Znacznie ułatwiłoby to nam życie. Teraz Zosia je mniej więcej co 3 godziny, ale jak zacznie ssać pierś, wtedy sama wyreguluje sobie częstotliwość posiłków. Karmiłem ją dzisiaj kilka razy. W czasie jedzenia śmiesznie mruczy. Mnie też moja mama kiedyś mówiła, że mruczę przy jedzeniu – może więc Zosia ma to po mnie… (!?)



Pani Prof. Moll zrobiła dziś Zosi echo serca. Byliśmy w czasie badania przy małej. Była spokojna i nawet jakoś specjalnie się nie wierciła. Zdumiewa nas ilość informacji, jaką Pani Profesor potrafiła wyczytać z obrazu, który dla nas – na pierwszy rzut oka – niewiele różni się od „śnieżącego” telewizora. Echo potwierdziło że wada, która zagrażała życiu Zoni, jest już skorygowana. W „łacie” na przegrodzie między komorami jest wprawdzie niewielki „przeciek”, ale Pani Profesor nie kazała nam się nim specjalnie martwić. Powiedziała, że będą się temu przeciekowi przyglądać.



Dla wszystkich tych wspaniałych ludzi, którzy pamiętają o Zosi (i jej rodzicach) zamieszczam w prezencie poniższe zdjęcie z pierwszym, sfotografowanym „uśmiechem” naszego maleństwa.






Brak komentarzy: