Po powrocie do pracy (z urlopu, a w zasadzie ze zwolnienia lekarskiego) coraz częściej stwierdzam, że doba powinna trwać nieco dłużej… Bez przerwy i na wszystko brakuje mi czasu. To pewnie efekt złej organizacji dnia, więc trochę będę musiał nad tym popracować. W każdym razie to, że wczoraj na stronie Zosi nie pojawił się żaden nowy post było efektem braku czasu, a nie tego, że zabalowaliśmy z okazji ukończenia przez nasze dziecko pierwszego miesiąca życia (przepraszam wszystkich, którzy czekali na nowy post i się nie doczekali). Tak – Zosia ma już miesiąc. Aż trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie wydarzyło się tak wiele. Pewnie się powtarzam, ale cały czas nie mogę wyjść ze zdumienia, że upłynęło ledwie 30 dni. Mnie wydaje się, że wszystko to trwało wieczność.
Wiele osób pyta mnie, jak czuje się Zosia. To wbrew pozorom jest bardzo trudne pytanie. Nie tylko dlatego, ze mała nie potrafi jeszcze nic powiedzieć (hehe – jeszcze pewnie trochę czasu upłynie zanim to nastąpi), ale również dlatego, że nie nauczyła się jeszcze w jakiś powtarzalny sposób okazywać najmniejszych emocji. Próbujemy oczywiście jakoś interpretować jej postękiwania i miny, ale zdajemy sobie sprawę, że w każdym przypadku rzeczywistość może być diametralnie różna od naszej interpretacji. Ponieważ Zonia nie uśmiecha się jeszcze (zdarza się jej to jedynie przez sen), to wydaje nam się, że częściej jest z czegoś niezadowolona niż zadowolona. W tym niezadowoleniu bardzo przypomina nam Martę, bo nasze starsze dziecko sztukę okazywania niezadowolenia ma opanowaną do perfekcji…. (jak ja kocham tę naszą Martę... i jak za nią tęsknię…). Na wszelkie pytania o zdrowie Zosi odpowiadam więc, ze CHYBA czuje się dobrze. Próbuję asekurować się tym „CHYBA”, ale tak naprawdę mam nadzieję, że wszystko jest OK. Blizny, które pozostały po operacji ładnie się już zagoiły. Gdyby nie one można by pomyśleć, że Zosia urodziła się zupełnie zdrowa. Czasami trochę męczy się przy jedzeniu i ciężko oddycha, ale mamy nadzieję, ze to normalne dla takiego malucha „po przejściach” (gdy była w szpitalu wszystko było w porządku, a wtedy też się męczyła i stękała…).
Dziś Marysia dostrzegła na lewej powiece Zosi maleńką czerwona kropeczkę. Oczywiście bardzo się tej kropeczki przestraszyliśmy, bo taka kropeczka dała początek naczyniakowi Marty. U Marty jednak w bardo szybkim tempie kropeczka stała się plamką a potem równie szybko dorodnym naczyniakiem. U Zosi kropeczka wydaje się nie powiększać od urodzenia, więc może po prostu taka jej uroda (oby).
A teraz niespodzianka. Pewnie mało kto wie, że nasza młodsza córka ma swój „hymn”. To utwór (piosenka), którą ciocia Zosi, a kuzynka mojej żony – Marta Mędrzak z Warszawy – przysłała nam, gdy dowiedziała się, że nasze maleństwo przyszło na świat (teraz ta muzyka budzi mnie każdego ranka, bo ustawiłem ją jako dzwonek budzika w mojej komórce). Jeśli kto ciekaw co to za muzyka proszę o kontakt - wyślę wszystkim, którzy będą sobie tego życzyli...
Wiele osób pyta mnie, jak czuje się Zosia. To wbrew pozorom jest bardzo trudne pytanie. Nie tylko dlatego, ze mała nie potrafi jeszcze nic powiedzieć (hehe – jeszcze pewnie trochę czasu upłynie zanim to nastąpi), ale również dlatego, że nie nauczyła się jeszcze w jakiś powtarzalny sposób okazywać najmniejszych emocji. Próbujemy oczywiście jakoś interpretować jej postękiwania i miny, ale zdajemy sobie sprawę, że w każdym przypadku rzeczywistość może być diametralnie różna od naszej interpretacji. Ponieważ Zonia nie uśmiecha się jeszcze (zdarza się jej to jedynie przez sen), to wydaje nam się, że częściej jest z czegoś niezadowolona niż zadowolona. W tym niezadowoleniu bardzo przypomina nam Martę, bo nasze starsze dziecko sztukę okazywania niezadowolenia ma opanowaną do perfekcji…. (jak ja kocham tę naszą Martę... i jak za nią tęsknię…). Na wszelkie pytania o zdrowie Zosi odpowiadam więc, ze CHYBA czuje się dobrze. Próbuję asekurować się tym „CHYBA”, ale tak naprawdę mam nadzieję, że wszystko jest OK. Blizny, które pozostały po operacji ładnie się już zagoiły. Gdyby nie one można by pomyśleć, że Zosia urodziła się zupełnie zdrowa. Czasami trochę męczy się przy jedzeniu i ciężko oddycha, ale mamy nadzieję, ze to normalne dla takiego malucha „po przejściach” (gdy była w szpitalu wszystko było w porządku, a wtedy też się męczyła i stękała…).
Dziś Marysia dostrzegła na lewej powiece Zosi maleńką czerwona kropeczkę. Oczywiście bardzo się tej kropeczki przestraszyliśmy, bo taka kropeczka dała początek naczyniakowi Marty. U Marty jednak w bardo szybkim tempie kropeczka stała się plamką a potem równie szybko dorodnym naczyniakiem. U Zosi kropeczka wydaje się nie powiększać od urodzenia, więc może po prostu taka jej uroda (oby).
A teraz niespodzianka. Pewnie mało kto wie, że nasza młodsza córka ma swój „hymn”. To utwór (piosenka), którą ciocia Zosi, a kuzynka mojej żony – Marta Mędrzak z Warszawy – przysłała nam, gdy dowiedziała się, że nasze maleństwo przyszło na świat (teraz ta muzyka budzi mnie każdego ranka, bo ustawiłem ją jako dzwonek budzika w mojej komórce). Jeśli kto ciekaw co to za muzyka proszę o kontakt - wyślę wszystkim, którzy będą sobie tego życzyli...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz