9 dzień lutego 2007 r. zapisze się na stałe w historii mojej rodziny. W „normalnych” okolicznościach ludzie, którym urodzi się małe dziecko, nie przywiązują wielkiej wagi do momentu, w którym nowonarodzona lub nowonarodzony po raz pierwszy przekroczy próg rodzinnego domu. Gdy jest „normalnie”, przyjazd dziecka do domu jest też czymś normalnym, naturalnym i nie zwraca szczególnej uwagi. Z Zosią „normalnie” jednak nie było. W pierwszych dniach po jej narodzeniu, a właściwie od poniedziałku 22 stycznia, przyjazd Zosi do domu stał się jednym z naszych największych marzeń. Przed narodzinami Zońki razem z Martą zastanawialiśmy się, jakie nadamy jej imię, kombinowaliśmy jak poustawiać meble, żeby wszyscy w domu mieli gdzie spać, wyobrażaliśmy sobie nasz nowy rozkład dnia. I jednym momencie wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Właściwie chyba wyłącznie działaniu Opatrzności zawdzięczamy to, że mimo przerażającej diagnozy, stale pogarszającego się (do pewnego momentu) stanu zdrowia naszej córki, mimo perspektywy trudnej, zagrażającej życiu operacji na otwartym sercu, w ani jednej chwili nie zwątpiliśmy w to, że Zosia w którymś momencie przekroczy jednak próg swojego rodzinnego domu.
Teraz czas na zapowiadaną wczoraj niespodziankę. Dziś przywieźliśmy Zosię do domu.
Jestem tak niewyobrażalnie szczęśliwy, że gdy pisze te słowa łzy płyną mi po policzkach. Mała teraz smacznie śpi sobie w swoim nowym łóżeczku. W pierwszych godzinach pobytu w domu była bardzo niespokojna, nawet martwiliśmy się, czy coś jej nie dolega, ale teraz jest już normalnie. Kilkanaście minut temu obudziła się na chwilę, zjadła swoją kolację i znowu zasnęła.
Cały czas, mimo ogromnego w tej chwili już zmęczenia, oszołomieni jesteśmy tempem wydarzeń, w jakich dane nam było uczestniczyć w ciągu ostatnich trzech tygodni. W krótkiej jak dotąd historii życia Zosi jest wiele okoliczności, sytuacji i zjawisk, które można określić mianem „niesamowitych”. O tych „niesamowitościach” spróbuję napisać jutro, choć już teraz zdaję sobie sprawę z tego, że nie będę potrafił opisać wszystkiego…
Teraz czas na zapowiadaną wczoraj niespodziankę. Dziś przywieźliśmy Zosię do domu.
Jestem tak niewyobrażalnie szczęśliwy, że gdy pisze te słowa łzy płyną mi po policzkach. Mała teraz smacznie śpi sobie w swoim nowym łóżeczku. W pierwszych godzinach pobytu w domu była bardzo niespokojna, nawet martwiliśmy się, czy coś jej nie dolega, ale teraz jest już normalnie. Kilkanaście minut temu obudziła się na chwilę, zjadła swoją kolację i znowu zasnęła.
Cały czas, mimo ogromnego w tej chwili już zmęczenia, oszołomieni jesteśmy tempem wydarzeń, w jakich dane nam było uczestniczyć w ciągu ostatnich trzech tygodni. W krótkiej jak dotąd historii życia Zosi jest wiele okoliczności, sytuacji i zjawisk, które można określić mianem „niesamowitych”. O tych „niesamowitościach” spróbuję napisać jutro, choć już teraz zdaję sobie sprawę z tego, że nie będę potrafił opisać wszystkiego…
2 komentarze:
Gratuluje nowego, pełnoprawnego już teraz domownika:) Życze szczęścia i łask Bożych w wychowywaniu Zosi no i Marty również.
pozdrowionka
Bartek
Cala nasza rodzina cieszy sie, ze Wasz dzidzius jest juz w domu razem z Wami. Wszyscy trzymamy kciuki za zdrowie Zosi!
Prześlij komentarz