Jest już późno, a my kilka minut temu skończyliśmy dopiero kąpać Oleńkę. Właściwie to mieliśmy zamiar wykpić się dziś od tej kąpieli, ale rzutem na taśmę zdecydowaliśmy ostatecznie zalać wanienkę wodą. W wannie nasze maleństwo zachowuje się raczej dość spokojnie; czasem tylko wyczuwa moje niepewne jeszcze ruchy i przejawia zaniepokojenie. Raczej nie płacze. Zauważyłem, że nie lubi przenoszenia z wanny na przewijak. Marta i Zosia też nie lubiły - chyba dlatego, że zbyt szybko staram się wykonać ten manewr i wtedy dzieci tracą orientację... Wycieranie i pielęgnacja ok. Ja wycieram i jak chirurg w czasie operacji wydaję polecenia Marysi - hehe. Ona, jak sanitariuszka, wykonuje je bez szemrania: gazik niejałowy, gazik jałowy, otwórz spirytus, podaj patyczki (do pielęgnacji pępka), pielucha, Linomag, koszulka, czapeczka itd. (niekoniecznie w tej kolejności). Nadrzędnym celem jest komfort cieplny małej i w miarę szybkie wykonanie tych czarów. Za kilka dni dojdziemy do wprawy (mam nadzieję). Najmniej przyjemne jest dla Oli grzebanie przy pępku. Spirytus jest dość mocny (70%) i przemywanie nim niezagojonej rany pewnie dość konkretnie szczypie (nie piłem, ale w gardło też pewnie by szczypał).
Dzień minął spokojnie. Byłem w pracy i pewnie dlatego nie odczuwam monotonii opiekowania się dzieckiem w takim stopniu, jak Marysia. Jej rytm życia wyznaczają teraz pory karmienia. Nie jest to z całą pewnością łatwe. Teraz mamy trochę za dużo mleka więc karmi i odciąga na zmianę. Może niebawem nawał minie i przynajmniej to odciąganie będzie można sobie darować. No i może za tydzień zaczniemy nieśmiało wychylać się z domu. Najbliższy weekend - mimo zapowiadanej pięknej pogody - spędzimy w domu. Ehhh....
Nie zrobiłem małej żadnego nowego zdjęcia. Zapraszam więc do paska obok, gdzie można znaleźć kilka krótkich filmików, które nagrałem dotychczas.
piątek, 14 sierpnia 2009
Minął kolejny dzień...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz