Stało się to, co pewnie kiedyś musiało się stać. He, he. Zostałem sam z moimi dwoma najmłodszymi dziewczynami. Mary w sobotę rano wyjechała poszaleć na Półwyspie Iberyjskim (Madryt, potem Porto) i zostawiła mi gospodarstwo na głowie. Mam więc teraz trochę urwania głowy, choć po dwóch pierwszych dniach musze powiedzieć, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Marta z Zośką chyba rozumieją powagę sytuacji i jak dotąd nie dały mi za bardzo popalić. Każda jednak przeżywa wyjazd mamy na swój sposób i inaczej się do niego dostosowała. Marta cały czas tęskni i chce żeby Marysia już wróciła. Bywa, że wpada w małą deprechę, ale wtedy skuteczna jest rozmowa. Generalnie tłumaczę jej, że mamusi należy się chwila odpoczynku, no i, że taki wyjazd to spełnienie jej marzeń. Te argumenty najczęściej skutkują, choć czasami jeszcze trzeba się do dziecka mocno poprzytulać. Z Martą jest jeszcze ten problem, ze wczoraj zagorączkowała i dziś niestety musiała zostać w domu (niektórzy mówią, że to może być reakcja jej organizmu na stres i rozłąkę... – hm... – kto wie – może). W tym miejscu uczciwie musze powiedzieć, że nieoceniona jest pomoc mamy (treściowej), która dzielnie zajmuje się dziewczynami, w czasie gdy ja rzucam się w wir pracy zawodowej. Zośka też na swój sposób zareagowała na wyjazd mamy. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale mała jakby rozumiała, że ojciec ma tendencję do stawania się kłębkiem nerwów i że standardowe zagrywki w stylu wrzeszczenia przed spaniem i wymachiwania łapkami w trakcie jedzenia mogą tylko pogorszyć sytuację. Pokornie więc poddaje się wszystkim zabiegom i jest potulna jak baranek. Zdumiało mnie wczoraj, że bez żadnych protestów pozwoliła położyć się do łóżka i mimo pewnych problemów z zaśnięciem wpadła w końcu w ramiona Orfeusza. Noce mam też o dziwo bezstresowe. O ile Marysia, gdy śpi z dziewczynami w pokoju, musi do Zosi wstawać nawet po kilka razy w ciągu nocy (żeby włożyć jej do buzi smoka) o tyle ja przesypiam całą noc i Zośka nawet nie próbuje miauknąć. Chyba kochają mnie te moje szkraby, bo obchodzą się ze mną bardzo delikatnie. Na dziś tyle. Za jakiś czas pojawi się część II.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz