Jest wieczór. My w domu, Zosia w szpitalu. Bolesne rozdarcie… Nasze maleństwo kolejny raz zadziwia personel szpitala swoją siłą, spokojem i konsekwencją w wychodzeniu z kryzysowej sytuacji (pooperacyjnego osłabienia). Leży sobie na POP-ie i śpi. Pewnie jest głodna, bo niemal bez przerwy rusza buzią w taki sposób, jakby ssała pierś albo smoczek od butelki. Nie wiem, czy do końca znam zasadę odżywiania organizmu kroplówką, ale zdaje się że przy kroplówce, mimo, ze organizm jest odżywiany, to żołądek pozostaje pusty. I tak mi się na chłopski rozumek wydaje, ze ten pusty brzuszek jej doskwiera. Jak już pisałem Zosia jest na własnym oddechu. Odstawiono również dopaminę i został tylko lek o nazwie corotrope (?) (po pierwszej operacji dopaminę dostawała znacznie dłużej). Wiele wskazuje na to, że jutro nasze dziecko zostanie przeniesione na kardiochirurgię. Tam będziemy mogli spędzać z nią znacznie więcej czasu, bo na POP mogliśmy wchodzić zaledwie na kilka minut.
Bardzo dziękujemy za wszelkie wyrazy życzliwości. Jesteśmy bardzo miło zaskoczeni tym, że tak wiele osób cały czas pamięta o Zosi i modli się w jej intencji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz