poniedziałek, 5 marca 2007

Po dłuższej przerwie



Ehhh… Obiecałem sobie, że po tak długie przerwie w pisaniu Zosinego bloga będę mógł zrobić jego wiernym czytelnikom jakąś miłą niespodziankę. I prawie się udało. Prawie. Wsiadły baterie w aparacie i dziś niespodzianki nie będzie, chyba że za taką uznać to, że w końcu usiadłem przy komputerze, by nakreślić (wstukać na klawiaturze) kilka słów (pisanie – o zgrozo – musi odbywać się w moim przypadku przy komputerze; innego pisania sobie nie wyobrażam, choć pisać chyba jeszcze umiem… podpisać w każdym bądź razie na pewno).


Zewsząd docierały do mnie w ostatnich dniach pytania o przyczyny tak długiej przerwy w opisywaniu historii naszej – Marysi i mojej, ale jak się okazuje również wielu, wielu innych jeszcze osób – najmłodszej latorośli. Otóż trudno tu mówić o jakichś konkretnych przyczynach. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że życie naszej rodziny po wyjściu małej ze szpitala znacznie zmniejszyło tempo. Nie ma już tej zwariowanej gonitwy, ciągłego biegania po szpitalnych korytarzach i przeciskaniu się w korkach do ICZMP. Nie ma już takiego strachu, tylu obaw i takiej niepewności. W zasadzie mogę zaryzykować stwierdzenie, ze nagle poczuliśmy się błogo. A błogość – jak wiadomo – rozleniwia. I ja takiemu – jest Wielki Post więc ukorzę się publicznie – ja takiemu lenistwu uległem. Ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że nie tylko ów błogostan jest przyczyną braku nowych postów na stronach bloga naszej Zosieńki. Jak wszyscy zapewne wiedzą, mamy jeszcze drugą córkę – Martę. Marta jest od kilku tygodni chora na coś, co trudno mi nawet nazwać. Chyba nie jest to jakieś wielkie, straszne choróbsko, ale laryngolog który leczy Martę zalecił, by nasze dziewczynki jeszcze przez jakiś czas zbyt często i zbyt długo się nie widywały. Marta od kilku tygodni jest wiec „na wygnaniu” (słodkim wygnaniu, bo u ukochanej Babci i ukochanego Dziadka). Ponieważ ona tęskni za nami, a my jeszcze bardziej za nią, od jakiegoś czasu, codziennie koło 19 przywożę Martę do domu (na bajkę). Jesteśmy sobie razem około 2-3 godzin i potem znowu się rozstajemy - Marta wraca do dziadków. Takie kursowanie bardzo „rozbija” dzień i sprawia, że późnym wieczorem (nocą) trudno zmobilizować się do napisania kilku sensownych zdań. Rozgadałem się na temat tych mało znaczących spraw, a tymczasem każdy, kto zagląda na te strony, oczekuje wieści nie o mnie, tylko o Zosi. Ad rem więc…


Zosia z dnia na dzień ma się coraz lepiej. Nasza największą troską jest teraz to, by dużo jadła i przybierała na wadze. I o ile mała rzeczywiście - jak nam się wydaje - sporo je, to na wadze za bardzo przybierać nie chce (jak ja bym tak chciał…). Cały czas karmiona jest wyłącznie mlekiem Marysi, ale zdecydowaliśmy, że jeść to mleko będzie zarówno z piersi, jak i z butelki. Wiemy jakie to niesie ze sobą zagrożenia (może przestać mieć ochotę ssać pierś), ale zdecydowaliśmy się na to dlatego, by tym ssaniem z piersi za bardzo jej nie męczyć. Nie jest tak silna, jak większość zdrowych dzieci w jej wieku. Serduszko, mimo że naprawione, nadal jeszcze nie funkcjonuje idealnie. Musi upłynąć jeszcze jakiś czas, by wszystko się wyrównało (ciśnienia) i zaczęło normalnie funkcjonować. Zosia jest drobniutka. Wydaje nam się, ze jej czarne po urodzeniu włoski, teraz zaczęły nieco jaśnieć (Marysia nie traci nadziei, ze jedno z jej dzieci będzie miało ciemne włosy). Zaczyna się uśmiechać. W nocy, przez sen uśmiecha się bardzo często i coraz częściej również w dzień. Lubi chyba, jak się dotyka jej bródki. Wtedy strzela uśmiecham, jak na zamówienie. Lubi też kąpiel i masaże, które staram się jej wykonywać codziennie właśnie przed kąpielą. W pierwszych dniach po przybyciu do domu była w kąpieli bardzo niespokojna. Początkowo nie wiedzieliśmy dlaczego, ale w końcu się dowiedzieliśmy. Gdy podniosłem temperaturę wody do 40 st. Zosia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się uspokoiła. Teraz w wannie czuje się już tak swobodnie, ze zaczyna wierzgać nogami.


Po wyjściu ze szpitala byliśmy już na dwóch, nie planowanych wcześniej, kontrolach. Za pierwszym razem daliśmy się trochę nastraszyć Pani Doktor i Pani Położnej, które sprawują nad naszym dzieckiem opiekę z ramienia POZ-tu. Poszło o lekkie uginanie się podżebrza Zosi w czasie oddychania. Ostatecznie okazało się, ze tak być może i że nie trzeba się tym uginaniem aż tak bardzo niepokoić. Druga kontrola miała ścisły związek z pierwszą i chodziło w niej o to, by potwierdzić braku istotnych zmian w stanie zdrowia Zosieńki. Mała dostaje leki i na następna kontrole umówieni jesteśmy na 13 marca. Mamy nadzieję, że będzie OK.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Kochani ściskam mocno Was i Wasze wspaniałe córeczki. Monika U