Kilka słów o wadzie serca Zosi… Podkreślam, że nie jestem lekarzem i wszystko co piszę opiera się na tym co usłyszałem od lekarzy i – mam nadzieję – w miarę dobrze zapamiętałem.
Wada serca Zosi to tak naprawdę 3 wady. Serce Zosi ma zbyt duże przerwy między komorami i przedsionkami. Ponadto aorta, która wychodzi z komory serca Zosi ma bardzo wąską zastawkę (3 mm zamiast 10) i sama jest wąska. Najważniejsza i najbardziej groźna wada jest jednak inna – z serca Zosi wychodzi aorta, która następnie zakręca (łuk aorty) i nagle się kończy, urywa. Można więc byłoby zapytać, dlaczego nasze dziecko jeszcze żyje? Otóż żyje po pierwsze dlatego, że napotkało na swojej drodze wspaniały i doświadczony personel medyczny, a po drugie dlatego, że serce ludzkie w okresie życia płodowego wyposażone jest w tzw. naczynie Botala, które – przynajmniej tak zrozumiałem – wspomaga aortę w transporcie krwi z serca. Naczynie Botala zanika, a w zasadzie zamyka się ok. 3 doby po porodzie i stąd właśnie w 3 dobie po porodzie zaczęły się kłopoty naszego dziecka – walka o życie Zośki.
W pewnym sensie życie naszego dziecka ratuje również pierwsza z wymienionych przeze mnie wad, gdyż naczynie Botala transportuje z serca krew żylną, bardzo słabo (może w ogóle) nienatlenioną. Gdyby przestrzenie między komorami i przedsionkami były pozamykane i krew żylna nie miałaby okazji mieszać się z krwią tętniczą (? – natlenioną), to nasze dziecko nie miałoby chyba szans na życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz